Kolejna ikona na polskich świątecznych stołach – śledź. Niby niepozorny, często niedoceniany i uważany na relikt przeszłości. Nic bardziej błędnego, jest to bowiem bardzo zdrowa ryba, a już na pewno zdrowsza od również tradycyjnie wigilijnego karpia.

śledźSkąd nasza miłość do śledzia? Po pierwsze jest to ryba morska i do tego tłusta,
a więc stanowi bogactwo kwasów tłuszczowych omega – 3, tak ważnych dla układów nerwowego i krwionośnego człowieka. W porównaniu do karpia śledzik ma też więcej witamin i minerałów – pojawiają się tu m.in. nie występujące w karpiu wit. D, B12 i E (i to w dużych ilościach), potas, wapń, żelazo, miedź, jod
i selen.

Ile domów, tyle sposobów przyrządzania śledzia. Zanim jednak przystąpicie do zakupów i gotowania, zwróćcie uwagę na kaloryczność, gdyż odpowiednio dokonany wybór zabezpieczy Was przed niepotrzebną dawką energii. Świeży
śledź to 161 kcal w 100g, w oleju 296 kcal, po giżycku 302 kcal, w occie 221 kcal, w śmietanie 229 kcal, a w sosie pomidorowym 127 kcal. Polecamy więc raczej konsumowanie śledzia w pomidorkach, occie lub śmietanie (którą można też zastąpić jogurtem, co jeszcze obniży kaloryczność) niż pływającego w oleju lub w sałatce z majonezem.

Porada kulinarna: śledzia zakupionego z tzw. beczki należy moczyć przez 4-6 godzin, dwukrotnie zmieniając w tym czasie wodę. Można też najpierw na 2 godziny włożyć rybę do wody, następnie na kolejne 2 do mleka i na koniec znów na 2 godziny do wody. Zabiegi te mają na celu wypłukanie ze śledzia namiaru soli i nadanie mięsu delikatności.