Nie jedz owoców po 14.00, uważaj na fruktozę – na pewno czasem to słyszycie. Czy owoce faktycznie tuczą i ile właściwie trzeba ich zjeść, żeby przytyć?

owoce

Podobno od owoców się tyje. No może nie tyle od nich, co od zawartego w nich cukru. Mowa oczywiście o fruktozie naturalnie występującej w owocach. Prawda jest jednak taka, że niesłusznie została ona uznana za źródło wszelkiego zła.

Problem nie tkwi we fruktozie, a w  syropie glukozowo-fruktozowym, który jest cukrem oczyszczonym i dodawanym do napojów i innych produktów przetworzonych. Niestety przy praktycznie zerowej wartości odżywczej zawiera całe morze kalorii. Dla porównania owoce są naturalnym, pożywnym i pełnowartościowym posiłkiem, w dodatku o niskiej kaloryczności.

Skąd zatem ta zła sława owoców? Organizm rozkłada fruktozę inaczej niż pozostałe węglowodany. Jak? Fruktoza w pierwszej kolejności odbudowuje zapasy glikogenu wątrobowego – a dopiero w następnej kolejności mięśniowego. Wątroba ma ograniczone możliwości magazynowania tego związku. Co się dzieje z nadprogramową ilością? Zostaje zamieniana w tłuszczyk. Dzienna dawka fruktozy przekraczająca 50 g może zostać przekształcona w kwasy tłuszczowe. Tyle że owoc zawiera ok. 5-10 g fruktozy. Żeby przytyć, musielibyście zjeść tych owoców naprawdę sporo.

Zła wiadomosć jest taka, że nietrudno jest spożyć zbyt dużo frukzoty w ciągu dnia. I to wcale nie przez owoce, a przez przetworzone produkty, które zawierają całe mnóstwo syropu glukozowo-fruktozowego czy sacharozy.

Według statystyk w latach 1970-1997 spożycie samej fruktozy z owoców wzrosło zaledwie o 19%, co oznacza, że spożywamy ok. 2,5 g fruktozy dziennie. Natomiast jeśli chodzi o syrop glukozowo-fruktozowy, jego spożycie wzrosło o 26% (z 64 g do 81 g).

Źródło: http://hellozdrowie.pl