Co ma wspólnego rozmiar talerza, chrupkość chipsów, włączony telewizor i obecność znajomych? To, że wszystkie z nich wpłyną na to, ile i co zjesz. A to z kolei wpłynie na Twój wygląd, samopoczucie, zarobki i relacje z innymi.

Jedzenie bowiem nie jest dziś już jedzeniem i nabrało znaczenia, które unieszczęśliwia, rozchorowuje i tuczy całe społeczeństwa. W dzisiejszym świecie to, jak i co jemy, w coraz mniejszym stopniu zależy od naturalnych i racjonalnych potrzeb, a coraz bardziej od norm kulturowych, presji społecznej, wpływu środowiska i mediów oraz kwestii rodzinnych.

Stres powoduje wydzielanie kortyzolu i insuliny, dwóch hormonów, którym nie po drodze z chudnięciem. Oba sygnalizują ciału, że powinno ono przenieść uwagę z budowania mięśni na gromadzenie tłuszczu i zbieranie wagi. Kortyzol spowalnia metabolizm, a ciało w okresach chronicznego stresu myśli, że nastąpił etap głodowania. Nie pomaga także uciekanie od stresu w zachowanie zwane powszechnie podjadaniem. Słodycze, chipsy, tłuste potrawy i snaki dają chwilową pociechę, stymulując mózg do wydzielania serotoniny. Im wyższy jej poziom, tym większy poziom satysfakcji. Niestety, jest to satysfakcja przejściowa, odwracająca uwagę jedzącego od źródeł problemu, który pozostaje nadal nierozwiązany. Taka strategia szybko doprowadzi do zbudowania negatywnych nawyków emocjonalnych, a na poziomie ciała do tycia.

W badaniach Columbia University wykazano, że mózgi osób, którym brakowało snu, były bardziej aktywne oglądając zdjęcia niezdrowych potraw niż u osób które czuły się wyspane. Aktywując ośrodek nagrody mózg zachęca do szybkiej gratyfikacji, mającej jednak długoterminowo negatywne skutki. Początków tej strategii można szukać aż w dzieciństwie, gdy rodzic motywował możliwością zjedzenia deseru w zamian za przychylne rozpatrzenie konsumpcji obiadu. Reklamy telewizyjne kuszą “pozwoleniem sobie na chwilę zapomnienia”, “rozkoszą dla podniebienia”, “zasługiwaniem na wyjątkowe chwile”, a kulturowo przyjęło się obdarowywać solenizantów różnej maści pudełkami czekoladek, pralinami, alkoholem. Kieliszek szampana na dowolną okazję, paczka chipsów po ciężkim dniu pracy, cukierki w nagrodę dla dzieci – to wszystko kanony zachowań społecznych prowadzące do negatywnych konsekwencji.

Głód zależy od sygnałów mózgu i rozmiaru talerza, sztućców, porcji, itd. Smak jedzenia zależy od pory dnia, towarzystwa, miejsca. Oglądając programy kuchenne jemy więcej, podobnie, gdy nie skupiamy się podczas jedzenia na nim samym, ale wędrujemy myślami gdzie indziej. Gdy uważamy jedzenie za zdrowe, jemy go o 35% więcej. Próba powstrzymywania się od jedzenia prowadzi do zwiększonej chęci jego konsumpcji, a negatywne samopoczucie motywuje do poszukiwania cukrów i jedzenia więcej.

Badania pokazują, że w towarzystwie zjemy więcej niż potrzebujemy, również, że posiadając otyłych przyjaciół lub bliskich, sami jesteśmy bardziej skłonni przybierać na wadze. Powodami mogą być nieświadome modelowanie rzekomych norm wagi, presja ze strony bliskich, wspólne spędzanie czasu w sposób pasywny (np. oglądając telewizję).

Warto zwrócić uwagę na typowe racjonalizacje, z jakich korzystamy w celu przekonania samych siebie do nadmiernej konsumpcji jedzenia. Wiele przekonań, także kulturowo przyjętych, powoduje negatywne konsekwencje i prowadzi do nieracjonalnego odżywiania się. Wśród nich można odnaleźć wyolbrzymienia (“Nie mam w ogóle siły woli”), myślenie “wszystko albo nic” (“Skoro zjadłem już jedno ciastko, to będę się obżerał cały dzień i jutro wrócę do zdrowego odżywiania się”), normy kulturowe (“Nie wolno marnować jedzenia”), mity (“Zdrowa żywność ma mniej kalorii”). Idąc za radą Bena Franklina, powinno się jeść, by żyć, a nie żyć, by jeść. Jeśli przekonania nie są oparte na faktach (tak jak w przypadku powyższych) to doprowadzą do jedzenia ponad normę lub niedojadania.