Sól to kolejny produkt, który w piramidzie żywieniowej ulokowano na szczycie. W języku potocznym często nazywana jest „białą śmiercią”, ale czy słusznie?

Chemicznie sól to połączenie dwóch pierwiastków: sodu i potasu. Oba potrzebne są nam do życia, gdyż zapewniają równowagę płynów ustrojowych, odpowiadają za gospodarkę wodno-elektrolitową i biorą udział w wielu procesach metabolicznych. Problem leży więc nie w oddziaływaniu, tylko w ilości. Okazuje się, że statystyczny Polak spożywa trzykrotnie więcej soli niż zaleca WHO (Światowa Organizacja Zdrowia). Tak więc przydomek „biała śmierć” nadaliśmy soli niesłusznie – winni jesteśmy MY i wyrządzamy sobie dużą krzywdę, gdyż nadmierne spożycie soli może prowadzić do nadciśnienia tętniczego i jego powikłań, kamicy nerkowej, nadwagi i otyłości, osteoporozy, problemów z układem oddechowym, a nawet nowotworu żołądka.

Lekarze mówią: ograniczyć spożycie. Ale jak? Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę z tego, gdzie soli należy szukać. Największy udział w spożyciu ma ta dodawana do potraw podczas gotowania oraz na talerzu. Sporo soli dostarczamy sobie jednak wraz z żywnością przygotowywaną przemysłowo, gdyż oprócz walorów sensorycznych spełnia ona wiele funkcji technologicznych. Najwięcej znajdziemy jej w pieczywie, wędlinach, serach żółtych, produktach wędzonych i konserwowanych oraz w przekąskach.

Meersalz

Dzienne zapotrzebowanie na sól to 5g (1 łyżeczka). Co zrobić, aby zmieścić się w tym limicie?

1. Nie dosalać na talerzu, a podczas gotowania dodawać niezbędne minimum.

2. Zamiast soli stosować zioła.

3. Używać soli sodowo-potasowej, w której jest mniej sodu niż w tradycyjnej soli kuchennej.

4. Unikać produktów wędzonych i konserwowanych oraz wędlin produkowanych przemysłowo.

5. Wybierać produkty świeże.

6. Czytać etykiety!!!

Warto też zainwestować w sól morską, która zawiera sporo pierwiastków śladowych, częściowo neutralizujących szkodliwe oddziaływanie sodu. Zawsze to jednak sól, więc umiar jest jak najbardziej wskazany.